W tym sezonie największe spustoszenie drapieżniki poczyniły na Orawie, a także w rejonie Kościeliska i Czarnego Dunajca.
- Tylko regulowany odstrzał wilków powstrzyma ataki na owce - mówi Jan Janczy, prezes Regionalnego Związku Hodowców Owieci Kóz.
Zdaniem hodowców ataków na owce nie powstrzymają ani psy pasterskie,
ani inne metody obrony przed drapieżnikami.
W ciągu ostatnich dwóch lat ataki wilków na owcze stada stały się prawdziwą zmorą baców. - Ataki nasiliły się zwłaszcza na Orawie, w rejonie Czarnego Dunajca i Kościeliska - mówi Jan Janczy, prezes Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz z siedzibą w Nowym Targu. Tymczasem zapisy w projekcie ustawy o ochronie przyrody dotyczące wypłaty odszkodowań za zagryzione owce i bydło nie sprzyjają hodowcom.
W tym sezonie największe spustoszenie drapieżniki poczyniły w Jabłonce -ich ofiarą padło tam 17 owiec. W Ratułowie wilki porwały cielę i pogryzły śmiertelnie krowę. Jan Janczy nie potrafi podać liczby zagryzionych w tym roku owiec.
- Dane dopiero spływają do naszego biura - mówi. Zdaniem prezesa RZHOiK egzaminu nie zdają żadne z metod ochrony owiec przed wilkami - ani specjalnie wyszkolone psy pasterskie, ani ogrodzenia. Nie wystarczy już zwykły kosor, w którym owce na hali spędzają noc. W tym roku bacowie na Orawie kosor ogradzali dodatkowo siatką, a wokół niego przez całą noc palili ogniska i czuwali.
- Baca w rejonie Piwnicznej miał świetnie wyszkolone psy. Ale wilki to inteligentne zwierzęta. Nocą część z nich podchodziła pod kosor, i do nich biegły psy. W tym czasie pozostała część wilczej watahy skradała się z drugiej strony kosoru i porywała owce - mówi Jan Janczy.
Zdaniem prezesa RZHOiK przyczyną wzmożonych ataków jest przyrost populacji wilków.
- Wilki są pod ochroną, więc ich przybywa. Poza tym na Słowacji dozwolony jest regulowany odstrzał wilka, drapieżniki przeszły więc na stronę polską, gdzie czują się bezpieczne. Zwierzyny łownej w lasach jest coraz mniej, więc drapieżniki polują na owce - mówi Jan Janczy.
Jedyną receptą na ataki wilków byłby - zdaniem prezesa Janczego - kontrolowany odstrzał drapieżników.
- Nie jesteśmy za zabijaniem wilków, a jedynie za regulowanym odstrzałem najbardziej agresywnych osobników - mówi. Obecnie jest to niemożliwe, ponieważ od 1997 roku wilk jest gatunkiem chronionym. Według danych zebranych przez PAN w roku 2001 populacja wilka w Polsce wynosi 500 osobników.
Według projektu o ochronie przyrody odszkodowanie nie będzie przysługiwać za zagryzione zwierzęta pozostawione bez bezpośredniej opieki od zachodu do wschodu słońca.
- Co to naczy bezpośrednia opieka? Zimą owce są przy gazdówce, w ogrodzie. Tymczasem wilki potrafią nawet podkopać się pod ogrodzeniem, by dostać się na teren gazdówki - mówi prezes Janczy. Wątpliwości podhalańskich baców budzi także zapis, według którego odszkodowania nie będą przysługiwać osobom, którym przydzielono grunty należące do skarbu państwa. Takim terenem są np. Jaworki w Szczawnicy, które agencja skarbu państwa dzierżawi hodowcom owiec.
- Czy to znaczy, że za zagryzione tam owce baca nie dostanie odszkodowania? - mówi Jan Janczy. O tych i innych wątpliowściach hodowcy owiec oraz przedstawiciele władz samorządowych regionów górskich będą dyskutować z przedstawicielami ministerstwa środowiska podczas spotkania, które odbędzie się 13 października w Rzeszowie. Obecna na spotkaniu będzie wiceminister środowiska Ewa Symonides. (ASz)
Fot. Agnieszka SZYMASZEK