Zdaniem naukowców ze Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" odstrzał drapieżników nie jest sposobem na powtarzające się coraz częściej ataki na owce.
Co roku na Podhalu ok. 100 owiec pada ofiarą wilków. Dawniej drapieżniki atakowały głównie na halach, z dala od terenów zamieszkałych. Od kilku lat podchodzą pod wioski i zagryzają owce lub cielęta nawet nieopodal domostw. W tym sezonie wilki na Podhalu atakowały już sześć razy. Baca wypasający owce koło Jabłonki stracił 8 owiec. W Ratułowie wilki porwały cielę i pogryzły śmiertelnie krowę. Największe spustoszenie drapieżniki poczyniły w Chochołowie - ich ofiarą padło tam 17 owiec. Zdaniem przedstawicieli Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, rozwiązaniem dla baców byłby kontrolowany odstrzał najbardziej agresywnych osobników, ponieważ nawet obecność psów pasterskich nie zdaje egzaminu. Obecnie jest to niemożliwe, ponieważ od 1997 roku wilk jest gatunkiem chronionym. Według danych zebranych przez PAN w roku 2001 populacja wilka w Polsce wynosi 500 osobników. Zdaniem Roberta Mysłajka, wiceprezesa Stowarzyszenia dla Natury "Wilk", odstrzał nie rozwiąże problemu, a wręcz przeciwnie - powiększy go.
Fot. Agnieszka Szymaszek
- Po pierwsze, nigdy nie wiadomo, czy zabije się akurat tego wilka, który atakuje owce. Pod drugie, odstrzał zaburza strukturę społeczną watahy. Jeżeli zabije się samca lub samicę "alfa", którzy pełnią funkcje przywódcze, wataha dzieli się na kilka mniejszych, niedoświadczonych grup, które "idą na łatwiznę" i zabijają właśnie owce zamiast dzikich zwierząt - tłumaczy Robert Mysłajek.
Zdaniem przedstawiciela Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" najlepszym wyjściem jest systematyczne i poprawne stosowanie innych metod - odpowiednia hodowla owczarków podhalańskich oraz zamontowanie wokół koszaru odblaskowych chorągiewek.
- Trzeba je tylko stosować systematycznie i nie pozostawiać żadnego zwierzęcia poza chronionym obszarem - mówi.
(ASz)