2002-12-28
Gazeta Krakowska - Wydanie: Gazeta Nowosądecka
Autor: KAMIEŃSKA Iwona
WILCZE SPRAWKI
Rozmowa z Julianem Hutą, łowczym z Gorlic
- Na mieszkańców beskidzkich wiosek ostatnimi czasy padł blady strachÉ ludzie boją się wilków, z ust do ust krążą opowieści o leśnych drapieżnikach, które zapuszczają się do wiosek w poszukiwaniu smakołyków, niektórzy mówią o zwierzęcej żądzy krwi i proszą, błagają, żeby stada leśnych rozbójników przetrzebić. Tymczasem myśliwym nie wolno - bo tak stanowi prawo. Jak to jest naprawdę w sprawie wilczej?
- Wilk stanowi niezastąpiony element ekosystemu jako reduktor często uciążliwych zwierząt roślinożernych. Problem pojawia się, jeżeli wilków jest za dużo, kiedy zaczynają atakować zwierzęta domowe zabijając krowy, byczki, owce, gęsi i psy pasterskie. Wilki też tępią największego sprzymierzeńca lasu - dzika. Wszyscy odpowiedzialni za populację wilka w Polsce a szczególnie ci, którzy akceptują to, że nasz kraj ma być wylęgarnią wilków dla Europy muszą wiedzieć, że niekontrolowany rozrost populacji tych zwierząt może doprowadzić do wyeliminowania innych gatunków między innymi bobra, rysia, wydry. Ginąć będą też coraz większe ilości zwierząt gospodarskich. Jestem długoletnim myśliwym i miałem pokazję polować w najwspanialszych łowiskach Beskidu a przy tym śledzić populację wilka od 1960roku. Zarówno ja jak i moi koledzy myśliwi nawet wtedy, kiedy były naciski administracyjne, by wilcze stada zredukować do minimum nie daliśmy się zwariować i polowaliśmy z umiarkowaniem, z szacunkiem dla gatunku. Potem, aż do marca 1995 odstrzał był tak planowany, by pogłowie wilka utrzymać na stałym poziomie, ale w rzeczywistości następował jego wzrost. Warto byłoby, żeby Ministerstwo Ochrony Środowiska przy wydawaniu decyzji dotyczących ochrony przyrody bardziej opierało się na wynikach badań naukowych i opiniach doświadczonych praktyków, niż na hałaśliwej presji organizacji pseudoochroniarskich żądających bezwzględnej ochrony wilka.
- Czyli, to, co nam grozi to po prostu zachwianie naturalnej równowagi i nie można odmówić przynajmniej cienia racji ludzkim niepokojom?
- Owszem. Wilki czynią i będą czyniły szkody w gospodarstwach i wśród zwierzyny łownej a szczególnie będzie to odczuwalne po ciężkiej zimie, kiedy zwierzyna jest ociężała, oczekuje narodzin potomstwa. Byłoby to wszystko normalne, gdyby wilki zabijały tyle ile im potrzeba by zaspokoić głód. Ale w rejonie koncentracji zwierzyny kopytnej spotykamy czasem sztuki zabite i nienaruszone, czyli zabite dla pasji i z powodu nadarzającej się okazji. Efekty są przykre jeśli nie zastraszające: moje koło nazywa się "Dzik" a dzików na terenie jego działania już niestety nie ma. Są za to wilkiÉ I nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ściśle reglamentowany, ściśle kontrolowany odstrzał, lub jego brak (a o to walczą niektórzy) czynią szkodę samemu wilkowi, zaprzeczają właściwej roli wilka jako selekcjonera i sanitariusza w łowisku. Poza tym brak zainteresowania myśliwych gatunkiem otwiera pole do działania kłusownikom i tym, którzy będą chcieli chronić swoje zwierzęta gospodarskie na swoje sposoby.
- Ma Pan jakiś pomysł na rozwiązanie problemu "wilczego?
- Próby redukcji wilków z przeznaczeniem określonej ilości sztuk do odstrzału z nadzieją, że poprawi to sytuację nie mają sensu. Potrzebna jest rozważna, mądra selekcja. Przypadkowe odtrzelenie z watahy kilku sztuk nic nie daje - ustrzelenie szczeniaka nie robi wrażenia na pozostałych sztukach. Wilki wynoszą się na dwie trzy doby i wracają, tyle, że ostrożniejsze. Dopiero ustrzelenie wilka z pary podstawowej - wadery lub basiora wywołuje zamieszanie w stadzie i może spowodować , że wilki wyemigrują na dłużej, na kilka miesięcy. Takie są wilcze zwyczaje. Populację wilka musimy rozpatrywać terytorialnie, zwracając uwagę na obwody sąsiada. W przypadku określonej redukcji wilków istnieje możliwość, aby w pierwszej kolejności odtrzelić wilki pojedyncze, chore, stare, operujące wśród ludzkich osiedli w poszukiwaniu łatwego łupu i najbardziej narażone na wściekliznę. Z podstawowej watahy można pokusić się o odstrzał osobników w średnim wieku, ale nie któregoś z pary "alfa".
- Od czego więc zacząć?
- Określić granicę liczebności wilków na danym terenie i metody jej osiągnięcia. Zastanowić się skąd wziąć fundusze na rosnące odszkodowania dla rolników z tytułu strat w zwierzętach domowych, zainteresować się ubocznymi efektami ochrony wilka, która może być zgubna w skutkach
- Więc nie jest to tak, że myśliwi mają po prostu chrapkę na wilka.
- Absolutnie. Domyślam się, że wśród myśliwych są jednostki nieodpowiedzialne, które obserwując bezradność władz w sprawie rozwiązania problemu wilczego będąc na polowaniach pociągną za spust bez namysłu. W rezultacie spowoduje to wymknięcie się spod kontroli całej populacji i zamiast ochrony doprowadzi do wytępienia gatunku. A nam chodzi o rzeczywistą ochronę zwierząt i ten problem musi być rozpatrywany wspólnie przez praktyków, myśliwych, leśników, ochroniarzy z prawdziwego zdarzenia. rozmawiała
Iwona KAMIEŃSKA