2002-09-02
Trybuna Śląska
Autor: Łukaszuk Mirosław
CHORĄGIEWKI STRASZĄ WILKI
Przed szkodami wyrządzanymi przez drapieżniki można się skutecznie chronić.
Fladry, czyli czerwone chorągiewki, oraz owczarki podhalańskie to wystarczające zabezpieczenie przed wilkami żyjącymi w Beskidach. Biolodzy ze Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" pomagają w ten sposób hodowcom owiec.
- Właściwie nikt nie wie, dlaczego wilki boją się czerwonych chorągiewek powiewających obok siebie - mówi Robert Mysłajek, zoolog ze Stowarzyszenia dla Natury "Wilk". W fachowym języku takie rozwieszone chorągiewki nazywane są "fladrami". - Wystarczy dokładnie otoczyć nimi miejsce przebywania owiec, aby wilki poszukały sobie innego pożywienia - dodaje.
Zdaniem najlepiej znających tę problematykę biologów ze Stowarzyszenia "Wilk", w okolicach Babiej Góry i w Paśmie Polic żyje jedna wilcza rodzina, podobnie w Beskidzie Śląskim.
W Beskidzie Żywieckim są aż trzy rodziny. - Ale teren jest na tyle rozległy, że mogłoby tutaj żyć jeszcze z osiem osobników. I to bez narażania na straty hodowców owiec - wyjaśnia Mysłajek. Bowiem wraz z pojawieniem się wilków, na ich obecność zaczęli uskarżać się pasterze owiec. Drapieżniki atakowały ich stada.
Według Stowarzyszenia "Wilk", które przeprowadziło szczegółowe badania, zwierzęta hodowlane (m.in. psy) w pożywieniu wilków żyjących w Beskidach, stanowią zaledwie 3 proc. ich diety. - Można więc uznać, że ten rodzaj zdobywania pokarmu jest przypadkowy i wilki bez niego się obejdą - wyjaśnia Mysłajek.
Stowarzyszenie, obawiając się negatywnego nastawienia mieszkańców podgórskich miejscowości do wilków, postanowiło na szeroką skalę propagować bezkrwawe metody usuwania tych zwierząt z terenów zajętych przez hodowle. Dlatego od dwóch lat przeprowadza szkolenia wśród hodowców.
Jeszcze na początku lat 90. w Beskidzie Śląskim nie było ani jednego wilka. Wybito je 20 lat wcześniej. Biolodzy znajdowali wtedy tylko pojedyncze ślady tego drapieżnika, oznaczające, że wilk wędruje między trzema granicami: polską, czeską i słowacką. Trochę lepiej było w Beskidzie Żywieckim i w okolicach Babiogórskiego Parku Narodowego, ale i tak przyjmowało się, że w naszej części kraju ten drapieżnik właściwie nie występuje.
Dopiero całkowity zakaz polowań na wilki pozwolił na stopniowe odbudowanie gatunku na naszym terenie.
Owinąć cały teren
Największe rezultaty przynosi szycie flader. W tym i ubiegłym roku dostarczono czerwone chorągiewki (w ich uszyciu pomagali m.in. pracownicy Żywieckiego Parku Krajobrazowego) dla tych hodowców, w których stadach wcześniej grasowały wilki. W koszarach z owcami, gdzie fladry założono prawidłowo (tzn. nie tylko od strony lasu), wilki się nie pojawiły.
W przypadku dużych zagród jednak trudno szczelnie otoczyć fladrami cały teren. Wtedy z dodatkową pomocą pasterzom przychodzą owczarki podhalańskie. Te psy są cięższe od wilków i drapieżniki wolą nie ryzykować spotkania z nimi. W tym roku cztery owczarki trafiły do hodowców mających problemy z wilkami.
Akcję dostarczania flader i owczarków Stowarzyszenie "Wilk" zamierza dalej prowadzić. W tym roku bowiem, choć dużo rzadziej niż poprzednio, wilki atakowały w nowych miejscach, m.in. w Wiśle. - Staramy się o pozyskanie pieniędzy z funduszy europejskich, aby zaopatrzyć wszystkich hodowców we fladry, a tych największych także w psy pasterskie - mówi Robert Mysłajek.
Mirosław Łukaszuk
Pracownicy Żywieckiego Parku Krajobrazowego szyją fladry.
Od lewej: Tomasz Dziergas i Jan Bonemberg.