Giną owce i psy, ludzie boją się o siebie
- To był wilk, na własne oczy widziałam jak chwycił mojego pieska za kark, poszarpał nim i porwał do lasu. Pewnie go tam zagryzł - mówi Maria Małucha z Burzyna koło Tuchowa. Teraz wszyscy się boją chodzić po lesie - wataha wilków krąży po okolicy.
Ale piesek to nic w porównaniu z tym, co wilki zrobiły w samym środku Burzyna. - W nocy nikt nawet nie usłyszał jak podeszły i zagryzły owce. Rano znaleziono cztery rozszarpane sztuki - mówi leśniczy Bogdan Płachno.
Leśniczy wraz z weterynarzem z Tuchowa przyjechali na miejsce, aby zbadać ślady.
- Ja chcę mocno stąpać po ziemi i nie siać paniki. Owszem, mogły to być wilki, ale równie dobrze zdziczałe psy, no tylko musiałyby być dość duże. Owce były mocno poszarpane. Weterynarz spisał protokół i napisał, że sprawca zagryzienia nieznany. Na podstawie śladów nie udało się nic ustalić - dodaje leśniczy.
Właścicielka owiec widziała kilka dni wcześniej wilczycę wraz z młodymi, nikt nie sądził jednak, że drapieżniki wejdą do centrum wsi, w lecie to się raczej nie zdarza.
Dorota Czarkiewicz zaczyna obawiać się o swoje dzieci. - Myśmy nie widzieli tych wilków, ale już dużo ludzi mówi o tym, że spotkało te zwierzęta w lesie lub pod lasem. Sąsiadce, na przykład, coś zagryzło psa, leśniczy też mówił o tym, że to mogą wilki grasować. Nie będę dzieci teraz posyłać do lasu - mówi mieszkanka Burzyna.
Jeszcze więcej osób widziało watahę w sąsiedniej Uniszowej, tam jest jeszcze bardziej zalesiony teren.
- Moje służby leśne nie widziały wilków, muszę mieć pewne dowody, że to wilki, a nie psy. Ludzie różne rzeczy gadają, faktem jest jednak, że w Żurowej myśliwi widzieli wilki. Trzeba czekać, w zimie wyjdzie na jaw czy to wilki, czy nie - kończy leśniczy Płachno.
Jego przełożony, nadleśniczy Eugeniusz Piech, jest bardziej przekonany o obecności drapieżników w lasach.
- Coraz częściej docierają informacje o tych wilkach, mało tego moi ludzi znajdują odchody wilków w Bistuszowej, łatwo je poznać. Na gałęziach była też sierść wilcza. Coś tam się niedobrego dzieje, ludzie zaczynają się niepokoić. Wiadomo, że na Podkarpaciu i w Nowosądeckiem są wilki, rośnie populacja tych zwierząt i muszą szukać nowych terenów. Mogą wędrować niezauważone, nocą są w stanie przebiec 60 kilometrów - mówi nadleśniczy Piech.
- Nie to, że panika panuje, ale do lasu już sam nikt nie chodzi. Jak ktoś chce iść na grzyby, szuka większej grupy, na wszelki wypadek - mówi Maria Małucha. (KF)