O zgodę na odstrzał do 50 wilków w Bieszczadach i Beskidzie Niskim wystąpił do ministra środowiska wojewoda podkarpacki. - W ocenie wojewody całkowita ochrona tego gatunku nie znajduje racjonalnego uzasadnienia z punktu widzenia ochrony przyrody oraz prowadzi do regresu w gospodarce hodowlanej owiec, jak też utrudnia prowadzenie właściwej gospodarki łowieckiej - powiedział rzecznik wojewody Janusz Koryl.
Według niego, wilki zabiły w ubiegłym roku 120 owiec, rok wcześniej - 110, a w 1999 roku - 100.
- Zdaniem wojewody, w chwili obecnej wilk w Bieszczadach i Beskidzie Niskim nie jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem - powiedział Koryl.
Prośbę o odstrzał wojewoda argumentował także stratami, jakie wilki czynią wśród dzikich zwierząt. Ich ofiarami padają najczęściej jelenie, sarny i dziki. Populacja dzików od 1996 do 2001 roku zmniejszyła się z 543 sztuk do 300.
Ekolodzy ostro zaprotestowali przeciw strzelaniu do wilków. Twierdzą, że w Bieszczadach jest tylko 150 wilków - trzykrotnie mniej niż podają miejscowe władze. - Naszym zdaniem, lobby łowieckie sonduje zachowanie ministra środowiska i generalnego konserwatora przyrody, czy można zacząć polować na wilki - powiedział Rafał Kurek z Centrum Monitoringu Wilka w Poznaniu.
Z opinią Kurka zgadza się Grzegorz Bożek z bielskiej Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Jego zdaniem, odstrzał może doprowadzić do "eksterminacji wilków w Bieszczadach".
Wilki, znajdujące się od kilku lat w Polsce pod prawną ochroną, rozmnożyły się i rozpanoszyły. Zdaniem rolników oraz myśliwych, zabijają coraz więcej saren i jeleni. Zagrażają też zwierzętom domowym.
Szacuje się, że w Beskidach żyje od 18 do 30 wilków, głównie na Żywiecczyźnie i w rejonie Babiej Góry. Pojawiają się w Rajczy, Lipowej, widziane były tropy w okolicach Bystrej i na Skrzycznem od strony Lipowej. Beskidzcy górale skarżą się, że wilki porywają owce i atakują zwierzynę w lasach.
Minister środowiska Stanisław Żelichowski oświadczył jednak, że nie zgodzi się na odstrzał wilków. Oprac. m