Warmia i Mazury. Odstrzelą wilki
Warunkiem wydania zgody przez Ministerstwo Ochrony Środowiska na odstrzał pięciu wilków w województwie warmińsko-mazurskim było zgłoszenie więcej niż pięciu przypadków zagryzień zwierząt hodowlanych. Takie zgłoszenia nadeszły z Gołdapi, Kowali Oleckich, Dubeninek i Wielbarka.
Na pograniczu województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego żyje kilkadziesiąt wilków. Nie sposób policzyć je dokładnie, m.in. dlatego, że potrafią szybko pokonywać duże odległości. Najlepsze warunki do życia zwierzęta te mają w puszczach Rominckiej i Boreckiej, a także w dużych kompleksach leśnych rozciągających się od Pisza po Nidzicę i Wielbark.
W lasach wilkom jest coraz ciaśniej. Część zwierząt spychana jest przez pobratymców na gorsze tereny, w pobliżu łąk i pól. A że wilk trawy nie je, musi polować. I szybko się uczy, że bez wysiłku może dopaść pasące się krowy, cielaki, owce. Nie bez winy są sami rolnicy, którzy pozostawiają bydło na noc na śródleśnych polankach lub pod lasem, bez żadnych zabezpieczeń.
Za poczynione przez wilki szkody winno płacić państwo. Na ten cel nie zostały jednak zarezerwowane pieniądze i rozeźleni rolnicy domagają się zabicia wilków. O odstrzał wilków, które nauczyły się polować na zwierzęta hodowlane, wystąpili konserwatorzy przyrody z województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Zezwolenie obowiązuje do 15 września br.
W województwie podlaskim Ministerstwo Ochrony Środowiska wydało zgodę na odstrzał ośmiu wilków. W ubiegłym roku zgłoszono tam 89 przypadków ataków na zwierzęta gospodarskie. I już w zeszłym roku ministerstwo zgodziło się na zabicie wilków przez specjalnie wybranych myśliwych. Żadne jednak zwierzę życia nie straciło. Po pierwsze - myśliwi mają szczególnie trudne zadanie, bo wolno im zabić tylko osobniki, o których z całą pewnością wiadomo, że atakują zwierzęta hodowlane; po drugie - brak wśród myśliwych zainteresowania takim polowaniem. Nie wolno im bowiem zachować żadnych trofeów, te muszą przekazać na rzecz Skarbu Państwa.
(jeta)