W regionie Warmii i Mazur żyje około stu wilków pod ścisłą ochroną prawa. Najwięcej w lasach w okolicach Jedwabna i Wielbarka. Po dwie watahy w puszczach Rominckiej i Boreckiej. Każda potrzebuje 150-200 km kwadratowych przestrzeni. Zwierzęta, które dorastają, muszą odejść od rodziny. A że nie ma już dla nich miejsca w lasach, osiedlają się na terenach rolniczych i polują na bydło. Wojewódzki konserwator przyrody wystąpił do głównego konserwatora przyrody o zgodę na odstrzał pięciu wilków.
Rolnicy, mający gospodarstwa w okolicach Dubeninek, Kowali Oleckich i Gołdapii zgłosili 60 ataków wilków na bydło. Specjalna komisja potwierdziła zagryzienie 70 domowych zwierząt. U jednego z gospodarzy wilki zjadły już dziewięć krów. Rolnicy dostają odszkodowania w wysokości od 300 do 2,5 tys. zł.
Z ciężkim sercem zdecydowano się na drastyczne dla wilków rozwiązanie: odstrzelenie tych sztuk, które grasują na terenie gospodarstw. Jeżeli główny konserwator wyrazi zgodę, zrobi to specjalnie wyznaczona osoba. Wyrok powinno się wykonać teraz, by wadery nie zdążyły nauczyć swoich szczeniąt polowania na gospodarskie zwierzęta.
Na wilki skarżą się też rolnicy z sąsiedniego województwa podlaskiego. W graniczącej z naszym regionem gminie Wiżajny zagryzły 30 cielaków, byczków i jałówek. W tym roku przypadków zagryzień jest wyjątkowo dużo; w poprzednich latach notowano ich zaledwie po pięć-sześć. Wilkom brakuje naturalnego dla nich pokarmu. Wypędzone z puszczy przez silniejsze watahy muszą jeść wołowinę zamiast dziczyzny.
(jeta)