Wilczek po
przejściach
Mały wilczek, który przebywa w oliwskim zoo, cudem uniknął śmierci. Teraz pracownicy ogrodu uczą go... chodzić na smyczy.
Mały canis lupus, bo tak fachowo po łacinie nazywa się wilczek, przyszedł na świat 5 tygodni temu. Wilczyca urodziła aż cztery małe i początkowo normalnie je wychowywała. Wybieg został wtedy odgrodzony od trasy zwiedzania.
- Zależało nam, żeby samica miała absolutny spokój - opowiada Michał Targowski, dyrektor zoo w Oliwie. - Przez trzy tygodnie wszystko układało się znakomicie. Potem zauważyliśmy, że wilczyca zaczęła nosić małe. To był niepokojący sygnał. Gdy weszliśmy na wybieg, znaleźliśmy już tylko jednego żywego malucha. Jego rodzeństwo zostało zagryzione - prawdę mówiąc, do dziś nie wiemy dlaczego.
Małym wilczkiem opiekują się teraz pielęgniarze. Malec nauczył się już samodzielnie jeść. Jego ulubionym daniem jest mleko i mielone mięso. Dostaje też żółtko na wzmocnienie i uczy się chodzenia na smyczy. Na razie, jeszcze mu to nie wychodzi.
- Mimo że wychowują go ludzie, nie jest to domowy piesek. Wilki są nieufne, co najwyżej przyzwyczajają się do jednej osoby - mówi dyrektor Targowski. - Chcielibyśmy dla niego znaleźć samiczkę, wychowaną także przez ludzi, bo malucha nie zaakceptuje już żaden dziki wilk. Za bardzo nasiąkł ludzkim zapachem. Najprawdopodobniej za rok trafi do innego ogrodu zoologicznego.
Leś